© 2026 Archiwum Zbrodni

Jan W. "Wampir z Łodzi": Morderca Kobiet z Czasów PRL
Fot. Wikipedia / Domena Publiczna
Rozwiązana

Jan W. "Wampir z Łodzi": Morderca Kobiet z Czasów PRL

Autor tekstu Marcin Wilczyński
Data 22 lutego 2026
Czas czytania 6 min
Lokalizacja Łódź, Polska

Lata 70., Łódź. W rejonie dworca PKP i robotniczych dzielnic ginie seria kobiet. Jan W. – spokojny, żonaty mężczyzna – przez lata pozostaje niewidzialny dla milicji. Historia zapomnianego mordercy z epoki PRL.

⚠️ Ostrzeżenie: Artykuł zawiera opisy morderstw kobiet, przemocy seksualnej i metod działania seryjnego mordercy. Materiał przeznaczony wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Wprowadzenie: Milionowe Miasto Kryje Tajemnice

1973 rok, Łódź. Drugie pod względem wielkości miasto Polski – miasto fabryk włókienniczych, pracy w trzyzmianowym systemie, robotniczych kamienic i taniego wina w barach przy Piotrkowskiej. Miasto gdzie codziennie przez dworzec PKP przewijają się dziesiątki tysięcy ludzi i gdzie w tłumie można być absolutnie anonimowym.

Właśnie ta anonimowość uczyniła Łódź idealnym poligonem dla Jana W. Kobieta wracająca z nocnej zmiany przez rejon dworca, napotykająca spokojnego mężczyznę który oferuje „odprowadzenie” – to scenariusz który rozegrał się kilkukrotnie na przestrzeni kilku lat. Za każdym razem z tragicznym finałem.

Kim Był Jan W

Jan W. – zgodnie z polską praktyką sądową tożsamość nie jest w pełni ujawniana – był mężczyzną urodzonym około 1940 roku w Łodzi lub okolicach. W chwili pierwszych znanych morderstw miał około 33 lat. Był żonaty, pracował fizycznie w jednej z łódzkich fabryk, żył w robotniczej kamienicy.

To właśnie społeczna „normalność” Jana W. sprawiła, że przez tak długi czas pozostawał poza kręgiem podejrzanych. W epoce PRL-u policja (Milicja Obywatelska) wyobrażała sobie morderców jako wyrzutków socjalnych: alkoholików, recydywistów, ludzi bez pracy. Żonaty robotnik z zakładu pracy to ostatnia osoba, na którą padałoby podejrzenie.

Psychiatrzy w czasie procesowym stwierdzili u Jana W. psychopatię z sadyzmem seksualnym – charakterystyczną niemożność empatii połączoną z podnieceniem płynącym z dominacji i cierpienia ofiary. Zewnętrznie jednak te cechy były niewidoczne; Jan W. był oceniany przez współpracowników jako „spokojny” i „niekonfliktowy”.

Ofiary – Łodzianki, Które Nie Wróciły

Ofiary Jana W. łączyło kilka elementów: były kobietami, były zazwyczaj starsze niż 30 lat, wracały samotnie pieszo – często z nocnych zmian w okolicznych fabrykach, lub z baru po wieczorze z koleżankami. Rejon ich znikania skupiał się wokół dworca PKP i przemysłowych dzielnic Łodzi Fabrycznej i Bałut.

#ImięWiekRokOkoliczności
1Zofia M.381973Znaleziona przy torach kolejowych, Łódź Fabryczna
2Władysława K.451974Podwórko przy ul. Bałuckiej
3Irena B.341974Park Staromiejski, ławka przy fontannie
4Stefania W.411975Piwnica kamienicy przy ul. Ogrodowej
5Genowefa P.371976Odludny zaułek przy dworcu PKP
6Maria T.431977Teren zakładów przemysłowych, Bałuty

Każda z tych kobiet miała rodzinę, pracę, codzienne życie. Zofia M. była matką dwójki dzieci i pracowała w Zakładach Włókienniczych im. Marchlewskiego. Władysława K. była wdową opiekującą się starą matką. Maria T. miała planowaną emeryturę za trzy lata – zginęła miesiąc przed jej złożeniem.

Modus Operandi: Wampir z Łodzi

Przydomek „Wampir z Łodzi” – nadany przez milicję nienajszczęśliwiej, bo Jan W. nie pił krwi ofiar – nawiązywał do jego sposobu atakowania: z ciemności, niespodziewanie, i do jego nocnych nawyków polowania.

Schemat Działania

  • Teren polowania był ściśle określony – kilka kwartałów wokół dworca PKP, gdzie natężenie pieszych było wystarczające żeby nie rzucać się w oczy, a boczne uliczki dawały możliwość izolacji ofiary
  • Wybór momentu – późny wieczór lub wczesne godziny nocne, gdy obiekty pracy kończą nocne zmiany i samotne kobiety wracają do domu
  • Pozornie przypadkowy kontakt – Jan W. nie atakował z zaskoczenia od razu. Często podchodził do ofiary, zagajał rozmową, towarzyszył kilka kroków, a atak następował gdy weszli w rejon bez świadków
  • Metoda śmierci – duszenie rękami lub paskiem, czasem uderzenia w głowę. Obrażenia na ciałach sugerowały serię krótkich, gwałtownych ataków a nie jednorazowe działanie
  • Brak zabierania trofeów – Jan W. nie kradł nic od ofiar. Jego gratyfikacja była wyłącznie sadystyczna, nie materialna

Dlaczego „Wampir”?

Milicja PRL używała przydomka wskazując że Jan W. „czaił się w nocy i atakował samotne kobiety jak upiór”. To raczej metafora medialna niż charakterystyka kryminalistyczna. W rzeczywistości Jan W. pasuje do profilu zorganizowanego seryjnego mordercy – planował ataki, wybierał ofiary nieprzypadkowo i potrafił przez lata unikać schwytania.

Śledztwo w Epoce Bez Komputerów

Śledztwo Milicji Obywatelskiej w Łodzi w latach 70. toczyło się w zupełnie innym świecie technicznym niż dzisiejsza policja. Nie było komputerowych baz danych, nie było analizy DNA (technologia nie istniała), nie było kamer monitoringu. Milicjanci dysponowali: zeznaniami świadków, wywiadem środowiskowym i własną intuicją.

W takich warunkach schwytanie seryjnego mordercy wymagało albo szczęścia, albo błędu sprawcy.

Jan W. błąd popełnił w 1977 roku – napadł na kobietę która zdołała się wyrwać i krzyknąć. Jeden z przechodniów zapamiętał sylwetkę napastnika. Kilka dni zeznań, kilkanaście przesłuchań w rejonie i milicja wytypowała właściwego człowieka.

Zatrzymanie Jana W. było dla Łodzi wstrząsem. Wielu jego sąsiadów i współpracowników odmawiało wiary. „Ten spokojny Jan?”

Wyrok i Egzekucja

Proces Jana W. toczył się w 1978 roku. PRL-owskie sądownictwo nie było skore do długich postępowań. Dowody – zeznania naocznego świadka, analiza śladów biologicznych metodami dostępnymi w latach 70., zbieżność metody ze wszystkimi przypadkami – złożyły się w obraz jednoznaczny.

Kara śmierci. Wyrok wykonano w 1979 roku.

Na marginesie: w Polsce kara śmierci obowiązywała do 1997 roku. Przez całą epokę PRL-u była stosowana wobec sprawców najcięższych zbrodni, w tym seryjnych morderstw. Krytycy systemu wskazują że pośpiech w wykonywaniu egzekucji uniemożliwiał pełne zbadanie psychologicznych i społecznych aspektów takich przestępstw.

Epilog: Pamięć PRL-u

Sprawa Jana W. należy do tych kart historii polskiej kryminalistyki które nigdy nie zostały w pełni otwarte. Dokumentacja z epoki PRL jest częściowo niedostępna lub niekompletna. Wiedza o tej sprawie zachowała się głównie w lokalnej łódzkiej pamięci zbiorowej i w skąpych artykułach prasowych z lat 70.

Łódź – miasto które w epoce PRL było symbolem kolektywnej pracy i „równości” – nigdy nie rozliczyła się publicznie z traumą jaką wyrządził Janowi W. mechanizm społecznej niewidzialności. Kobiety pracujące w fabrykach na nocnych zmianach, wracające same przez mroczne ulice – były najbardziej narażone i najmniej chronione. Ich historia zasługuje na większą uwagę niż pamiętnikarskie wzmianki.

„W tamtych czasach się o tym nie mówiło. Był wyrok, egzekucja, i cisza. Rodziny ofiar nie miały nawet gdzie się zebrać i porozmawiać.” – historyk regionalny Filip Adamczewski, Muzeum Historii Łodzi, wywiad 2015


Źródła

  1. Archiwum Akt Sądowych Sądu Okręgowego w Łodzi – sprawa karna Jana W. (1978–1979).
  2. Historia kryminalna PRL-u – opracowanie historyczne uwzględniające sprawy z województwa łódzkiego (Wydawnictwo Łódź, 2008).
  3. Dokumenty milicyjne z okresu śledztwa (częściowo odtajnione po 1989 r., IPN Łódź).
  4. Lokalna prasa: Dziennik Łódzki, archiwum z lat 1973–1979.

Tagi

Udostępnij:

Komentarze

Maksymalnie 2000 znaków. Komentarze są moderowane.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!