Joachim Knychała działał w cieniu legendy “Wampira z Zagłębia” (Zdzisława Marchwickiego). Fascynował się jego procesem, chodził na rozprawy, robił notatki. Postanowił go naśladować, a nawet przewyższyć. W latach 1975–1982 zaatakował kilkanaście kobiet, z czego 5 zmarło.
Obsesja na Punkcie Marchwickiego
Knychała był obserwatorem procesu Marchwickiego w latach 70. Siedział na sali sądowej, notował szczegóły, studiował modus operandi „Wampira z Zagłębia”. Dla niego Marchwicki był kimś w rodzaju… idola. Chciał go naśladować, ale też udowodnić, że może być “lepszy” - bardziej bezwzględny, bardziej nieuchwytny.
Ta obsesja przerodziła się w rzeczywistość. Knychała zaczął polować.
Kryptonim “Frankenstein”
Milicja nadała sprawie kryptonim “Frankenstein” - nie tylko ze względu na brutalność, ale też na sposób działania sprawcy, który przypominał potwora z powieści. Knychała był wyjątkowo brutalny. Atakował kobiety idące do pracy lub wracające z niej, często w pobliżu przystanków tramwajowych czy kopalń.
Modus Operandi
Uderzał siekierą lub metalowym prętem w głowę. Nie było w tym żadnego motywu seksualnego - chodziło o sam akt zabijania, o poczucie władzy. Jak później zeznał: “Chciałem widzieć, jak umierają. To dawało mi spokój.”
Ataki miały miejsce o świcie lub zmierzchu, gdy kobiety wracały ze zmiany w kopalni lub szły do pracy. Wybierał miejsca odludne - parki, uliczki między blokami, przystanki tramwajowe na obrzeżach miasta.
Podwójne Życie
Co przerażające, po zbrodniach wracał do domu, do żony i dzieci, prowadząc życie przykładnego obywatela. Był pracownikiem huty, spokojnym, grzecznym facetem. Sąsiedzi mówili o nim jako o “spokojnym człowieku, który nawet muchy by nie skrzywdził”.
Jego żona nic nie wiedziała. Albo nie chciała wiedzieć. Przez lata kryła męża, twierdząc, że był z nią w nocy zbrodni. Dopiero pod naciskiem śledczych przyznała, że kłamała ze strachu.
Ofiary
1. Kobieta lat 42 - zaatakowana w drodze do pracy. Uderzona siekierą w głowę. Przeżyła, ale doznała trwałego uszkodzenia mózgu.
2. Młoda dziewczyna, lat 19 - zamordowana w parku. Milicja początkowo podejrzewała chłopaka ofiary.
3. Kobieta lat 35 - zaatakowana na przystanku tramwajowym. Zmarła w szpitalu.
4. I 5. Dwie kolejne ofiary śmiertelne - kobiety w wieku 25-40 lat, wszystkie zaatakowane w podobny sposób.
Kilkanaście innych kobiet przeżyło ataki, ale zostało ciężko rannych. Wiele z nich do końca życia żyło w strachu.
Śledztwo
Milicja przez lata nie mogła złapać sprawcy. Knychała był inteligentny, ostrożny. Nie zostawiał śladów, nie miał konkretnego profilu ofiar (różny wiek, różny wygląd). Jedynym łącznikiem był sposób ataku - zawsze siekiera lub metalowy pręt, zawsze głowa.
Przełom nastąpił przypadkiem. Podczas rutynowego przesłuchania (Knychała był jednym z wielu mężczyzn typowanych jako podejrzani) jeden z funkcjonariuszy zauważył… charakterystyczny sposób chodzenia - Knychała utykał na lewą nogę. I miał specyficzną bliznę na twarzy, którą opisała jedna z ocalałych ofiar.
Alibi, które się Rozpadło
Wpadł przez przypadek, a właściwie przez własną pewność siebie. Podczas jednego z przesłuchań (był typowany jako podejrzany, ale miał alibi od żony) rozpoznano go po charakterystycznym sposobie chodzenia i bliźnie.
Jego alibi okazało się fałszywe – żona i teściowa kłamały ze strachu. Pod naciskiem śledczych przyznały prawdę. W domu Knychały znaleziono narzędzia zbrodni - siekierę, metalowe pręty. W piwnicy - ubrania pokryte krwią, które przechowywał jako trofea.
Proces i Egzekucja
Knychała został skazany na karę śmierci i powieszony w 1985 roku. Podczas procesu był spokojny, niemal obojętny. Gdy pytano go o motywy, wzruszał ramionami. “Nie wiem. Diabeł mnie skusił” - powtarzał.
W swoich pamiętnikach pisał: “Byłem dobry, dopóki diabeł mnie nie skusił. Ale gdy już poczułem smak, nie mogłem przestać.”
Refleksja
Jego historia to przerażające studium zła ukrytego za fasadą normalności. Knychała nie był “szalonym” mordercą z piany na ustach. Był zwykłym człowiekiem, który nosił potwora w środku.
Jak mówił jeden ze śledczych: “Gdybyś go spotkał na ulicy, powiedziałbyś ‘dzień dobry’. I nawet byś nie pomyślał, że ten człowiek ma krew na rękach.”
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!