Krzysztof Gawlik to ewenement w polskiej kryminalistyce. Większość seryjnych morderców w Polsce używała noży, linek czy tępych narzędzi. Gawlik używał pistoletu maszynowego Skorpion (stąd pseudonim nadany przez media, choć on sam wolał, by nazywano go “On”).
Egzekucje w biały dzień
W 2001 roku Wrocławiem wstrząsnęła seria brutalnych morderstw. Gawlik strzelał do swoich ofiar z bliska, w tył głowy, niczym w egzekucji. Zabił 5 osób, w tym małżeństwo, które przypadkowo go zobaczyło. Nie miał motywu seksualnego ani rabunkowego (poza drobnymi kradzieżami, by zatrzeć ślady). Jego motywem była chęć sprawdzenia się, poczucie władzy.
Chronologia zbrodni
Pierwsza ofiara: Kierowca taksówki. Gawlik wsiadł jako pasażer, kazał się zawieźć w odludne miejsce i zastrzelił go strzałem w tył głowy. Była to jego “próba”, sprawdzenie, czy potrafi zabić.
Druga i trzecia ofiara: Małżeństwo sprzedające warzywa na bazarze. Widzieli coś, czego nie powinni byli widzieć - Gawlika po jednej ze zbrodni. Wytropił ich i zlikwidował w swoim mieszkaniu. Ciała wrzucił do Odry.
Czwarta ofiara: Kobieta, którą przypadkowo poznał. Zabił ją, by utrzymać swój sekret.
Piąta ofiara: Właściciel sklepu spożywczego. Morderca potrzebował pieniędzy na wódkę.
Skorpion vz. 61
Broń, której używał Gawlik, była legendarna w latach 70. i 80. - pistoletem maszynowym produkowanym w Czechosłowacji. Mały, łatwy do ukrycia, śmiertelnie skuteczny z bliskiej odległości. Policja była zszokowana, że ktoś używa takiej broni do morderstw w polskich realiach XXI wieku. To przypominało raczej egzekucje gangsterskie niż działania “typowego” seryjnego mordercy.
Poczucie Bezkarności
Lubił wracać na miejsca zbrodni, pić piwo i obserwować pracę policji. Czuł się nietykalny, lepszy od wszystkich. Psychologicznie była to forma „resexualizacji” - powracał do miejsca, gdzie doznał “ekscytacji” zabijania, by przeżyć to na nowo.
Upadek przez Błąd
Wpadł po spowodowaniu wypadku samochodowego pod wpływem alkoholu. W jego aucie znaleziono broń - ten sam Skorpion, z którego dokonywał egzekucji. Balistyka potwierdziła: to ta sama broń, której używano we wszystkich morderstwach.
Podczas przesłuchań był arogancki, pewny siebie. Twierdził, że “po prostu chciał zobaczyć, jak to jest”. Nie okazał żadnej skruchy.
Wyrok i Diagnoza
Podczas procesu zachowywał się arogancko, drwił z rodzin ofiar i sądu. Został skazany na dożywocie. Biegli określili go jako narcyza pozbawionego empatii, dla którego życie ludzkie nie miało żadnej wartości.
Refleksja
Sprawa Gawlika pokazała, że polska rzeczywistość kryminalna się zmienia. Pojawili się sprawcy, którzy nie zabijali w afekcie, z zemsty czy dla pieniędzy - zabijali dla samego aktu zabijania. Jak sam powiedział podczas procesu: “Chciałem poczuć się Bogiem. Decydować, kto żyje, a kto umiera”.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!