© 2026 Archiwum Zbrodni

Władysław Mazurkiewicz: Elegancki Morderca
Fot. Wygenerowane przez AI / Archiwum Zbrodni
Rozwiązana

Władysław Mazurkiewicz: Elegancki Morderca

Autor tekstu Alicja Janowska
Data 16 lutego 2024
Czas czytania 6 min
Lokalizacja Kraków

Czarujący, bogaty, bezwzględny. Historia Pięknego Władka, który zabijał z uśmiechem na ustach i trucizną w kieszeni.

🔊 Posłuchaj: Władysław Mazurkiewicz: Elegancki Morderca

Wersja audio artykułu wygenerowana przez AI

Kraków lat 50. Szary, stalinowski PRL. A na jego tle on – Władysław Mazurkiewicz. Zawsze w nienagannym garniturze, pachnący drogą wodą kolońską, jeżdżący luksusowym jak na tamte czasy Oplem. Nazywano go Pięknym Władkiem. Był duszą towarzystwa, bywalcem najlepszych lokali, przyjacielem sędziów i milicjantów. Nikt nie podejrzewał, że ten czarujący dżentelmen to zimnokrwisty morderca, który ma na sumieniu co najmniej 6 istnień ludzkich, choć podejrzewano go o 30.

Dzieciństwo i młodość

Władysław Mazurkiewicz urodził się w 1912 roku w Krakowie. Pochodził z ubogiej rodziny, co w młodości zadecydowało o jego dążeniu do zdobycia majątku i statusu społecznego. Już jako młody człowiek wykazywał wyjątkowy urok osobisty i zdolność do zdobywania zaufania innych ludzi.

W czasie II wojny światowej Mazurkiewicz znalazł sposób na przetrwanie i zdobycie wpływów poprzez współpracę z okupantem. Te kontakty miały mu służyć również po wojnie, gdy znalazł się w realiach PRL.

Metoda: Trucizna i Elegancja

Mazurkiewicz nie zabijał z żądzy krwi. On zabijał dla pieniędzy. Z zimną kalkulacją. Jego ofiarami byli ludzie majętni, handlarze walutą, osoby posiadające złoto i dolary. Zabijał ich metodami godnymi jego przydomku – eleganckimi, niemalże arystokratycznymi.

Jedną z jego najgłośniejszych metod było częstowanie ofiar zatrutą kanapką z szynką i wódką z cyjankiem. Podawał im to wszystko z uśmiechem, w eleganckim wnętrzu, przy dźwiękach muzyki. Ofiary umierały w męczarniach, a on patrzył na to z zimną krwią. Ale to nie była jego jedyna metoda.

Przebieg zbrodni

Każda zbrodnia była starannie zaplanowana. Mazurkiewicz wybierał ofiary spośród osób, które dysponowały znacznymi środkami pieniężnymi w walutach obcych lub cennymi przedmiotami. Nawiązywał z nimi kontakt, budował zaufanie poprzez swój urok osobisty i prestiżowy wygląd. Ofiary same przychodziły do niego, przekonane, że prowadzą intratną transakcję handlową.

Lista Ofiar i Okoliczności

Udowodniono mu 6 morderstw, ale podejrzewano go o znacznie więcej. Jego ofiary to:

Stanisław Łopuszyński – we wrześniu 1955 roku Mazurkiewicz postrzelił go w głowę. Kula jednak utknęła w czaszce, nie przebiła kości, ześlizgnęła się. Łopuszyński przeżył i udał się do szpitala, myśląc, że to jakiś wypadek. Dopiero lekarze znaleźli kulę. To był początek końca Mazurkiewicza.

Henryk Kondziela – handlarz walutą, zaproszony pod pretekstem intratnego interesu. Został zastrzelony w garażu Mazurkiewicza przy ul. Kremerowskiej. Ciało zabetonowano w podłodze garażu.

Józef Kasperkiewicz – kolejny handlarz walutą. Został zatruty cyjankiem, a potem zastrzelony. Ciało wrzucono do Wisły.

Stefania i Franciszek Wojtowiczowie – małżeństwo, które posiadało spore oszczędności w dolarach. Zostali zaproszeni do mieszkania Mazurkiewicza przy ul. Westerplatte pod pretekstem wymiany waluty. Oboje zostali zatruci i zastrzeleni.

Maria Krawczyk – kobieta, która sprzedawała biżuterię. Została zwabiona do garażu i zamordowana.

Pieniądze i Hazard

Mazurkiewicz nie tylko zabijał dla pieniędzy – on przegrywał te pieniądze w jedną noc. Był uzależniony od hazardu. Karty, ruletka, wyścigi konne – wszystko pochłaniało fortuny, które zabijał. To sprawiało, że musiał zabijać coraz więcej, coraz częściej.

Jego tryb życia był kosztowny. Luksusowe garnitury szyte na miarę, drogie perfumy francuskie, wizyty w najlepszych restauracjach, samochód, kobiety. Wszystko to wymagało ogromnych pieniędzy, których nie miał legalnie. Więc zabijał.

Nietykalny przez lata

Przez lata pozostawał bezkarny. Dlaczego? Mazurkiewicz miał szerokie plecy. Współpracował z Gestapo w czasie wojny, co mu wyciągnięto na procesie. Po wojnie prawdopodobnie współpracował z Urzędem Bezpieczeństwa. Był informatorem, szpiclem, człowiekiem do zadań specjalnych.

Milicjanci bali się go ruszyć, a prokuratorzy umarzali sprawy. Posiadanie wpływowych znajomych i pieniędzy w skorumpowanym systemie PRL dawało mu immunitet. Wiedział za dużo o zbyt wielu ludziach, by można było go bezkarnie aresztować.

Motywacje i profil psychologiczny

Z psychologicznego punktu widzenia Mazurkiewicz był typem mordercy-instrumentalnego. Dla niego zabijanie nie było celem samym w sobie, ale środkiem do zdobycia pieniędzy. Nie czerpał przyjemności z samego aktu mordowania - czerpał przyjemność z luksusu, na który pozwalały mu zdobyte w ten sposób środki.

Jego psychopatia przejawiała się w:

  • Całkowitym braku empatii wobec ofiar
  • Zdolności do budowania fałszywego zaufania
  • Chłodnej kalkulacji przy planowaniu zbrodni
  • Braku wyrzutów sumienia
  • Narcystycznym podziwie własnej “elegancji” i sprytu

Zatrzymanie

Zatrzymanie Mazurkiewicza nie było proste. Dopiero zeznania przeżytego Łopuszyńskiego dały śledczym punkt zaczepienia. Milicja rozpoczęła obserwację, zgromadzono dowody, a w końcu przeszukano jego mieszkanie i garaż.

Znaleziono tam dowody rzeczowe: broń, przedmioty należące do ofiar, a przede wszystkim – ślady krwi w garażu. Mazurkiewicz został zatrzymany w otoczce skandalu i sensacji. Tym razem jego wpływowi znajomi nie mogli już mu pomóc.

Proces Stulecia

Proces Mazurkiewicza w 1956 roku był medialnym cyrkiem. Sala pękała w szwach. Dziennikarze relacjonowali każdy dzień. Mazurkiewicz zachowywał się jak gwiazda filmowa. Uśmiechał się do fotoreporterów, flirtował z kobietami na widowni, rzucał cyniczne uwagi.

„Człowiek rodzi się po to, by umrzeć” – filozofował przed sądem. Jego arogancja była niesamowita. Ale też fascynująca. Publiczność nie mogła oderwać wzroku od tego eleganckiego mordercy.

W jego obronie stawały zakochane fanki, które wysyłały listy z prośbą o ułaskawienie, twierdząc, że taki elegancki pan nie mógł mordować. To pokazuje, jak bardzo jego image działał na wyobraźnię ludzi.

Wyrok i egzekucja

Sąd skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano 29 stycznia 1957 roku w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich. Do końca zachował fason. Jego ostatnie słowa miały brzmieć: „Do widzenia, panowie, niedługo się spotkamy tam, w górze.”

Reakcja prasy i społeczeństwa

Sprawa Mazurkiewicza była szeroko komentowana w prasie PRL. Dziennikarze podkreślali nie tylko makabryczny charakter zbrodni, ale również skorumpowanie systemu, który pozwalało takiej osobie pozostawać bezkarną przez lata. Proces był okazją do krytyki przedwojennych i powojennych elit, które chroniły mordercę.

Społeczeństwo było podzielone - jedni widzieli w nim symbol skorumpowanego systemu, inni fascynowali się jego urokiem osobistym. Fanki wysyłające listy do więzienia pokazywały, że niektórym ludziom nawet największe zbrodnie nie przeszkadzają w idealizacji sprawcy.

Wpływ na Popkulturę

Postać Mazurkiewicza stała się legendą miejską Krakowa. Był uosobieniem zła w eleganckim opakowaniu, dowodem na to, że morderca nie musi wyglądać jak bestia – może wyglądać jak twój najlepszy, bogaty przyjaciel.

Powstało o nim kilka książek, artykułów, a nawet spektakl teatralny. Jego historia jest wykorzystywana jako przykład w psychologii – przykład psychopaty o wysokim ilorazie inteligencji, który potrafił ukrywać swoje prawdziwe oblicze za maską uroku i elegancji.

W literaturze i mediach

Postać Mazurkiewicza inspirowała pisarzy i scenarzystów. Jego przypadek był wykorzystywany jako przykład w książkach o psychopatii i seryjnych mordercach. W Krakowie do dziś można usłyszeć legendy o “eleganckim mordercy” i jego zbrodniach.

Porównanie z innymi mordercami

W przeciwieństwie do Pawła Tuchlina czy Karola Kota, Mazurkiewicz nie był sadystą, który czerpał przyjemność z cierpienia ofiar. Dla niego zabijanie było środkiem do celu – zdobycia pieniędzy. Był zimnym, kalkulującym mordercą, dla którego ludzkie życie nie miało żadnej wartości poza materialną.

Jego przypadek jest unikalny w polskiej kryminalistyce – nie było drugiego takiego sprawcy, który łączyłby w sobie elegancję, urok osobisty i bezwzględność. Mazurkiewicz był polską wersją H.H. Holmesa czy Dr. Crippena – morderców-dżentelmenów.

Podsumowanie

Władysław Mazurkiewicz pozostaje jednym z najbardziej fascynujących i przerażających seryjnych morderców w historii Polski. Jego sprawa pokazuje, jak łatwo można było w tamtych czasach wykorzystywać system i ludzi, a także jak urok osobisty może maskować najgłębsze zło. Jego historia jest przestrogą, że nie zawsze najbardziej niebezpieczni przestępcy wyglądają jak potwory - czasem wyglądają jak dżentelmeni.

Tagi

Udostępnij:

Komentarze

Zaloguj się przez Facebook, aby dodać komentarz. Twoje komentarze są moderowane.