Kraków lat 50. Szary, stalinowski PRL. A na jego tle on – Władysław Mazurkiewicz. Zawsze w nienagannym garniturze, pachnący drogą wodą kolońską, jeżdżący luksusowym jak na tamte czasy Oplem. Nazywano go Pięknym Władkiem. Był duszą towarzystwa, bywalcem najlepszych lokali, przyjacielem sędziów i milicjantów. Nikt nie podejrzewał, że ten czarujący dżentelmen to zimnokrwisty morderca, który ma na sumieniu co najmniej 6 istnień ludzkich, choć podejrzewano go o 30.
Metoda: Trucizna i Elegancja
Mazurkiewicz nie zabijał z żądzy krwi. On zabijał dla pieniędzy. Z zimną kalkulacją. Jego ofiarami byli ludzie majętni, handlarze walutą, osoby posiadające złoto i dolary. Zabijał ich metodami godnymi jego przydomku – eleganckimi, niemalże arystokratycznymi.
Jedną z jego najgłośniejszych metod było częstowanie ofiar zatrutą kanapką z szynką i wódką z cyjankiem. Podawał im to wszystko z uśmiechem, w eleganckim wnętrzu, przy dźwiękach muzyki. Ofiary umierały w męczarniach, a on patrzył na to z zimną krwią. Ale to nie była jego jedyna metoda.
Lista Ofiar i Okoliczności
Udowodniono mu 6 morderstw, ale podejrzewano go o znacznie więcej. Jego ofiary to:
Stanisław Łopuszyński – we wrześniu 1955 roku Mazurkiewicz postrzelił go w głowę. Kula jednak utknęła w czaszce, nie przebiła kości, ześlizgnęła się. Łopuszyński przeżył i udał się do szpitala, myśląc, że to jakiś wypadek. Dopiero lekarze znaleźli kulę. To był początek końca Mazurkiewicza.
Henryk Kondziela – handlarz walutą, zaproszony pod pretekstem intratnego interesu. Został zastrzelony w garażu Mazurkiewicza przy ul. Kremerowskiej. Ciało zabetonowano w podłodze garażu.
Józef Kasperkiewicz – kolejny handlarz walutą. Został zatruty cyjankiem, a potem zastrzelony. Ciało wrzucono do Wisły.
Stefania i Franciszek Wojtowiczowie – małżeństwo, które posiadało spore oszczędności w dolarach. Zostali zaproszeni do mieszkania Mazurkiewicza przy ul. Westerplatte pod pretekstem wymiany waluty. Oboje zostali zatruci i zastrzeleni.
Maria Krawczyk – kobieta, która sprzedawała biżuterię. Została zwabiona do garażu i zamordowana.
Pieniądze i Hazard
Mazurkiewicz nie tylko zabijał dla pieniędzy – on przegrywał te pieniądze w jedną noc. Był uzależniony od hazardu. Karty, ruletka, wyścigi konne – wszystko pochłaniało fortuny, które zabijał. To sprawiało, że musiał zabijać coraz więcej, coraz częściej.
Jego tryb życia był kosztowny. Luksusowe garnitury, drogie perfumy, wizyty w najlepszych restauracjach, samochód, kobiety. Wszystko to wymagało ogromnych pieniędzy, których nie miał legalnie. Więc zabijał.
Nietykalny przez lata
Przez lata pozostawał bezkarny. Dlaczego? Mazurkiewicz miał szerokie plecy. Współpracował z Gestapo w czasie wojny, co mu wyciągnięto na procesie. Po wojnie prawdopodobnie współpracował z Urzędem Bezpieczeństwa. Był informatorem, szpiclem, człowiekiem do zadań specjalnych.
Milicjanci bali się go ruszyć, a prokuratorzy umarzali sprawy. Posiadanie wpływowych znajomych i pieniędzy w skorumpowanym systemie PRL dawało mu immunitet. Wiedział za dużo o zbyt wielu ludziach, by można było go bezkarnie aresztować.
Proces Stulecia
Proces Mazurkiewicza w 1956 roku był medialnym cyrkiem. Sala pękała w szwach. Dziennikarze relacjonowali każdy dzień. Mazurkiewicz zachowywał się jak gwiazda filmowa. Uśmiechał się do fotoreporterów, flirtował z kobietami na widowni, rzucał cyniczne uwagi.
Człowiek rodzi się po to, by umrzeć – filozofował przed sądem. Jego arogancja była niesamowita. Ale też fascynująca. Publiczność nie mogła oderwać wzroku od tego eleganckiego mordercy.
W jego obronie stawały zakochane fanki, które wysyłały listy z prośbą o ułaskawienie, twierdząc, że taki elegancki pan nie mógł mordować. To pokazuje, jak bardzo jego image działał na wyobraźnię ludzi.
Sąd skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano 29 stycznia 1957 roku w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich. Do końca zachował fason. Jego ostatnie słowa miały brzmieć: Do widzenia, panowie, niedługo się spotkamy tam, w górze.
Wpływ na Popkulturę
Postać Mazurkiewicza stała się legendą miejską Krakowa. Był uosobieniem zła w eleganckim opakowaniu, dowodem na to, że morderca nie musi wyglądać jak bestia – może wyglądać jak twój najlepszy, bogaty przyjaciel.
Powstało o nim kilka książek, artykułów, a nawet spektakl teatralny. Jego historia jest wykorzystywana jako przykład w psychologii – przykład psychopaty o wysokim ilorazie inteligencji, który potrafił ukrywać swoje prawdziwe oblicze za maską uroku i elegancji.
Porównanie z innymi mordercami
W przeciwieństwie do Pawła Tuchlina czy Karola Kota, Mazurkiewicz nie był sadystą, który czerpał przyjemność z cierpienia ofiar. Dla niego zabijanie było środkiem do celu – zdobycia pieniędzy. Był zimnym, kalkulującym mordercą, dla którego ludzkie życie nie miało żadnej wartości poza materialną.
Jego przypadek jest unikalny w polskiej kryminalistyce – nie było drugiego takiego sprawcy, który łączyłby w sobie elegancję, urok osobisty i bezwzględność. Mazurkiewicz był polską wersją H.H. Holmesa czy Dr. Crippena – morderców-dżentelmenów.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!