© 2026 Archiwum Zbrodni

Bankowóz w Swarzędzu: fałszywy konwojent i prawdziwe wyroki
Źródło grafiki: Archiwum Zbrodni / ilustracja wygenerowana przy użyciu AI; kompozycja symboliczna
Rozwiązana

Bankowóz w Swarzędzu: fałszywy konwojent i prawdziwe wyroki

Autor tekstu Archiwum Zbrodni
Data
Czas czytania 4 min
Spis treści

Kradzież prawie 8 milionów złotych w Swarzędzu w 2015 roku. Fałszywa tożsamość pracownika, śledztwo i prawomocne kary dla uczestników.

Człowiek, który 10 lipca 2015 roku odjechał bankowozem z prawie ośmioma milionami złotych, od kilku miesięcy pracował w firmie ochroniarskiej. Koledzy znali go pod innym nazwiskiem. Krzysztof W. dostał się do pracy przy przewozie pieniędzy, posługując się fałszywymi dokumentami. [1]

Po zniknięciu pojazdu śledczy musieli ustalić także to, kim naprawdę był kierowca. Dokumentacja pracownicza, zwykle podstawowe źródło takich danych, zawierała element przygotowanego wcześniej oszustwa.

Zatrudnienie przed kradzieżą

Komunikat prokuratury opisuje przyjęcie Krzysztofa W. do firmy na początku kwietnia 2015 roku. Przez następne miesiące wykonywał obowiązki ochroniarza. W dniu kradzieży prowadził samochód z gotówką przeznaczoną do obsługi bankowej. [1]

Przygotowania obejmowały także zmianę wyglądu. Wizerunek zapamiętany przez współpracowników miał utrudnić połączenie fałszywych danych z prawdziwą tożsamością kierowcy. [2]

Późniejszy przydomek „fałszywy konwojent” jest więc skrótem. Mężczyzna rzeczywiście wykonywał pracę w konwoju, lecz dostał ją, przedstawiając nieprawdziwe dane. Przestępstwo wykorzystało dostęp uzyskany wewnątrz organizacji.

10 lipca 2015 roku

Gdy dwaj członkowie załogi opuścili bankowóz w Swarzędzu, kierowca odjechał. Według ustaleń przedstawionych przez prokuraturę spotkał się następnie ze wspólnikiem, a pieniądze przełożono do innego pojazdu. Porzucony samochód nie zawierał już poszukiwanej gotówki. [1]

Prokuratura wymieniała 7,7 miliona złotych oraz inne zabrane mienie. Stąd przybliżona kwota prawie ośmiu milionów, która pojawia się w opisach sprawy. [1]

Nie było potrzeby sforsowania drzwi banku. Dostęp do pieniędzy wynikał z wykonywanej pracy. Właśnie dlatego w tej sprawie równie istotne jak samo odjechanie samochodem były wcześniejsze decyzje dotyczące zatrudnienia i współpraca kilku osób.

Śledztwo wyszło poza kierowcę

Krzysztof W. nie był jedynym oskarżonym. W pierwszym procesie rozpatrywano role osób uczestniczących w przedsięwzięciu oraz pomagających w jego realizacji. Relacja z ogłoszenia wyroku w lipcu 2017 roku wymienia sześciu oskarżonych i zróżnicowane kary. [2]

Proces obejmował ludzi wykonujących różne zadania: od organizowania przedsięwzięcia po wywiezienie i ukrywanie pieniędzy. Wyrok dotyczący kierowcy stanowił tylko część rozstrzygnięcia.

Część postępowania prowadzono oddzielnie, ponieważ Grzegorz Ł. pozostawał poza zasięgiem polskich organów ścigania. Został zatrzymany na Ukrainie, a w październiku 2018 roku przekazany Polsce. Pod koniec tego roku prokuratura skierowała dotyczący go akt oskarżenia. [1]

Wyrok i jego prawomocność

W czerwcu 2019 roku Sąd Apelacyjny w Łodzi utrzymał wcześniejsze rozstrzygnięcie wobec czterech uczestników. Krzysztof W. otrzymał osiem lat i dwa miesiące więzienia. Kary Adama K., Marka K. i Dariusza D. wynosiły odpowiednio sześć lat i dwa miesiące, siedem lat oraz sześć lat. [3]

To rozstrzygnięcie pozwala opisywać odpowiedzialność tych osób jako stwierdzoną prawomocnym wyrokiem. Nie należy natomiast przenosić jego daty ani skutków na odrębny proces innego oskarżonego.

Relacja prasowa z 2022 roku informowała o ośmioletniej karze dla Grzegorza Ł., zaznaczając jej nieprawomocność. Tak samo przedstawiał ten element materiał z listopada 2025 roku. W tym artykule nie dopisujemy późniejszego rozstrzygnięcia, którego nie potwierdzają wykorzystane źródła. [4][5]

Wyjście na wolność nie oznacza odzyskania pieniędzy

Jesienią 2025 roku media poinformowały, że Krzysztof W. opuścił więzienie po odbywaniu kary. Reportaż TVN wrócił do sprawy po dziesięciu latach i opisywał błędy uczestników, które pomogły policji ustalić ich tożsamość. [5][6]

Informacja o zwolnieniu nie oznacza uchylenia skazania. Jest wiadomością o wykonaniu kary. Z kolei skazanie sprawcy i odzyskanie skradzionych środków to osobne rezultaty postępowania.

Według materiałów prasowych z listopada 2025 roku większości pieniędzy nadal nie odnaleziono. [5]

Co przesłania określenie „skok stulecia”

Medialne hasło skupia uwagę na kwocie i zuchwałości przedsięwzięcia. Łatwo wtedy sprowadzić sprawę do historii jednego wyjątkowo sprytnego człowieka. Dokumenty i relacje z procesów pokazują jednak grupę, przygotowania, rozdzielone role i kilkuletni ciąg postępowań.

Warto też oddzielić skuteczność samej kradzieży od jej końcowego wyniku. Wywiezienie gotówki było początkiem sprawy karnej, nie dowodem, że uczestnicy stali się niewykrywalni. Ustalono tożsamość fałszywego pracownika, a następnie doszło do prawomocnych skazań.

Otwarty pozostawał inny problem: los pieniędzy. Właśnie to, a nie legenda o samotnym geniuszu, tłumaczy, dlaczego do Swarzędza wracano w kolejnych reportażach.

Źródła

  1. Prokuratura Krajowa: akt oskarżenia z grudnia 2018 roku.
  2. Onet: wyroki pierwszej instancji z 2017 roku.
  3. Nasze Miasto: przebieg sprawy i prawomocne kary z 2019 roku.
  4. i.pl: odrębny proces Grzegorza Ł..
  5. Onet: wiadomość o wyjściu Krzysztofa W. na wolność, 4 listopada 2025.
  6. TVN: powrót do sprawy po dziesięciu latach.

Najczęstsze pytania

Kiedy zniknął bankowóz z pieniędzmi w Swarzędzu?

10 lipca 2015 roku. Kierowca odjechał, gdy pozostali członkowie konwoju opuścili pojazd.

Jaką karę otrzymał Krzysztof W.?

Osiem lat i dwa miesiące więzienia. Wyrok utrzymano w postępowaniu apelacyjnym w 2019 roku.

Czy fałszywy konwojent działał sam?

Nie. Postępowanie dotyczyło grupy osób i podziału ról. Sprawę jednego z oskarżonych prowadzono osobno.

Tagi

Udostępnij: