Ostrzeżenie: tekst dotyczy uprowadzenia i zabójstwa.
19 października 1984 roku ksiądz Jerzy Popiełuszko wracał z Bydgoszczy do Warszawy. W Górsku samochód, którym jechał z Waldemarem Chrostowskim, został zatrzymany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Kierowcy udało się uciec i zawiadomić o porwaniu. Księdza nie uwolniono. Jego ciało odnaleziono 30 października przy tamie we Włocławku. [1][2]
Kilka miesięcy później czterej oskarżeni usłyszeli wyroki. Szybkie zakończenie procesu nie zamknęło jednak pytań o otoczenie zbrodni i sposób prowadzenia dochodzenia.
Ksiądz obserwowany przez aparat bezpieczeństwa
Zabójstwo poprzedzały działania wymierzone w Popiełuszkę. IPN dokumentuje prowadzoną od 1982 roku sprawę operacyjną o kryptonimie „Popiel”. Służba Bezpieczeństwa obserwowała jego kazania, działalność i kontakty z ludźmi Solidarności. Towarzyszyły temu represje oraz ataki propagandowe. [1]
Sprawcy korzystali z uprawnień i środków aparatu państwowego, który wcześniej obserwował Popiełuszkę. Porwanie nastąpiło po długim okresie represji, a funkcjonariusze znali działalność człowieka, którego zaatakowali. [1]
Dokumenty służb wymagają przy tym ostrożnej lektury. Opisują również perspektywę instytucji prowadzącej inwigilację. Obciążające określenie użyte w raporcie funkcjonariusza nie staje się przez to rzetelną charakterystyką obserwowanej osoby.
Zgłoszenie, po którym liczył się czas
W opracowaniu dotyczącym początku śledztwa IPN przytacza godziny kolejnych czynności po zawiadomieniu Chrostowskiego. Zestawienie pokazuje opóźnienia między uzyskaniem informacji a działaniami na miejscu. Autor analizuje też zasadniczy problem: przestępstwo funkcjonariuszy MSW badali ludzie działający wewnątrz tego samego aparatu. [2]
Nie każda zwłoka sama w sobie dowodzi świadomego utrudniania śledztwa. Trzeba ustalić, kto otrzymał informację, jakie polecenie wydał i jakie możliwości miał w danym momencie. W tej sprawie takie pytania były szczególnie ważne, ponieważ dotyczyły służby zdolnej kontrolować obieg wiadomości.
Relacja kierowcy była jednym ze źródeł wiedzy o zatrzymaniu samochodu. Nie dawała bezpośredniego opisu wszystkiego, co później spotkało księdza. Dalszy przebieg zdarzeń rekonstruowano z kolejnych dowodów, w tym wyjaśnień podejrzanych i badań. Tych różnych podstaw ustaleń nie należy zlewać w jedną relację naocznego świadka.
Czterej oskarżeni w Toruniu
Akt oskarżenia sporządzono w grudniu 1984 roku. Proces przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu rozpoczął się 27 grudnia. Na ławie oskarżonych zasiedli Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala, Waldemar Chmielewski i Adam Pietruszka. Rozprawie przewodniczył sędzia Artur Kujawa. [3]
Piotrowski, Pękala i Chmielewski byli bezpośrednimi uczestnikami uprowadzenia i zabójstwa. Pietruszka był ich przełożonym. Instytucjonalne powiązanie oskarżonych stanowiło część sprawy, a nie jedynie biograficzny szczegół. [1][3]
7 lutego 1985 roku zapadły wyroki: po 25 lat więzienia dla Piotrowskiego i Pietruszki, 15 lat dla Pękali oraz 14 dla Chmielewskiego. Późniejsze decyzje skróciły okresy odbywania kar. Dlatego wysokości ogłoszonych w Toruniu wyroków nie należy przedstawiać jako liczby lat faktycznie spędzonych w zakładach karnych. [3]
Sam proces był szeroko relacjonowany. Opracowanie IPN pokazuje jednak, że jego publiczny charakter współistniał z polityczną kontrolą nad sposobem prezentowania sprawy. Możliwość usłyszenia nazwisk sprawców nie oznaczała swobodnej debaty o odpowiedzialności całego aparatu władzy. [3]
Rodzina miała własnych pełnomocników
W postępowaniu uczestniczyli prawnicy reprezentujący interesy bliskich zamordowanego, między innymi Jan Olszewski i Edward Wende. IPN opisuje ich udział jako pracę prowadzoną w warunkach ograniczających niezależność wymiaru sprawiedliwości. [4]
Obecność pełnomocników przypomina, że proces nie był wyłącznie wystąpieniem prokuratury przeciwko oskarżonym. Rodzina miała własny interes w uzyskaniu odpowiedzi: w ustaleniu przebiegu zdarzeń, roli poszczególnych osób i wiarygodności przedstawianych wyjaśnień.
Pełnomocnicy mogli zadawać pytania i przedstawiać argumenty z perspektywy rodziny. Ich udział dawał bliskim głos w postępowaniu prowadzonym przez państwo, którego funkcjonariusze dokonali zbrodni.
Granice rozstrzygnięcia
Proces toruński doprowadził do skazania czterech ludzi. Ten fakt można opisać jednoznacznie. Szersze pytania o działania służb i odpowiedzialność ich kierownictwa wymagają osobnego materiału dowodowego. Odpowiedzi nie można dopisać na podstawie przekonania, że „ktoś musiał wiedzieć”.
Równie błędne byłoby uznanie, że skazanie bezpośrednich sprawców usuwa potrzebę badania instytucji, w której działali. Dokumentacja operacyjna, polecenia służbowe i przebieg pierwszych czynności śledczych pozostają odrębnymi przedmiotami badań historycznych.
Katalogi IPN pozwalają dziś zestawić informacje o represjach wobec księdza z przebiegiem służby jego oprawców. Pozostaje w nich dokumentacja działań podejmowanych przed porwaniem oraz późniejszego dochodzenia. [1][2]
Źródła
- IPN: Jerzy Popiełuszko i jego oprawcy w katalogach Biura Lustracyjnego.
- IPN: kulisy śledztwa w sprawie śmierci księdza Popiełuszki.
- IPN: proces toruński i jego konteksty.
- IPN: Jan Olszewski i Edward Wende w procesie zabójców.
Najczęstsze pytania
Kiedy porwano Jerzego Popiełuszkę?
19 października 1984 roku, gdy wracał z Bydgoszczy do Warszawy. Do zatrzymania samochodu doszło w Górsku.
Kogo skazano w procesie toruńskim?
Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękalę, Waldemara Chmielewskiego oraz ich przełożonego Adama Pietruszkę.
Czy proces wyjaśnił całą odpowiedzialność polityczną?
Wyroki dotyczyły czterech oskarżonych. Nie należy utożsamiać tego rozstrzygnięcia z wyjaśnieniem wszystkich okoliczności działania aparatu państwa.