Zdzisław Marchwicki: Wampir z Zagłębia
"Największe polowanie na człowieka w PRL. Czy stracono niewinnego?"
Lata 60. na Śląsku to czas terroru. Kobiety bały się wychodzić z domów po zmroku. Robotnicy wracający z kopalń organizowali patrole obywatelskie. Wszystko przez nieuchwytnego mordercę, który atakował we mgle i deszczu. “Wampir z Zagłębia” stał się wrogiem publicznym numer jeden w Polsce Ludowej.
Polowanie na Bestię
Bilans zbrodni był przerażający: 14 ofiar śmiertelnych i 7 usiłowań zabójstwa. Pierwszą ofiarą była Anna Mycek, zamordowana w 1964 roku. Schemat był brutalny: uderzenie tępym narzędziem w tył głowy (młotek, pręt), a potem, w niektórych przypadkach, seksualne okaleczenie zwłok. “Wampir” nie gwałcił w tradycyjnym sensie, ale czerpał satysfakcję z masakrowania ciał.
Władza Ludowa nie mogła sobie pozwolić na porażkę. Sprawa nabrała wymiaru politycznego, zwłaszcza gdy jedną z ofiar okazała się bratanica Edwarda Gierka, ówczesnego I sekretarza KW PZPR w Katowicach (Jolanta Gierek). Presja na milicję była gigantyczna. Powołano grupę “Anna”, która przesłuchała tysiące mężczyzn. Wyznaczono nagrodę w wysokości miliona złotych – sumę astronomiczną jak na tamte czasy.
Zdzisław Marchwicki: Kozioł Ofiarny?
W 1972 roku aresztowano Zdzisława Marchwickiego. Doniosła na niego żona, Maria, twierdząc, że znęcał się nad rodziną i pasuje do rysopisu. Marchwicki, prosty człowiek, alkoholik, drobny złodziejaszek, idealnie pasował do roli “Wampira”.
Proces był spektaklem. Odbywał się w klubie fabrycznym Zakładów Cynkowych “Silesia” w Katowicach, by pomieścić publiczność. Marchwicki zachowywał się dziwnie – był apatyczny, momentami arogancki, często zmieniał zeznania. Wielu obserwatorów, w tym milicjanci pracujący przy sprawie, miało wątpliwości. Czy to możliwe, by ten prymitywny człowiek był w stanie tak długo zwodzić organy ścigania? Niektórzy sugerowali, że “Wampirów” było kilku, a Marchwicki wziął na siebie winy, by chronić kogoś innego lub został zmanipulowany przez śledczych.
Pojawiła się teoria o spisku. Mówiono, że prawdziwy morderca popełnił samobójstwo po zabiciu całej swojej rodziny (sprawa Piotra Olszowego), a władza potrzebowała “żywego” sprawcy, by uspokoić nastroje społeczne.
Egzekucja i Wątpliwości
Mimo braku twardych dowodów (np. odcisków palców na narzędziach zbrodni), sąd pod presją wydał wyrok skazujący. Zdzisław Marchwicki został powieszony w 1977 roku w garażu milicyjnym w Katowicach. Wraz z nim skazano jego braci (Jana na śmierć, Henryka na 25 lat) za rzekomy współudział i paserstwo, co do dziś budzi jeszcze większe kontrowersje.
Sprawa “Wampira z Zagłębia” pozostaje jedną z największych zagadek polskiej kryminalistyki. Czy stracono mordercę, czy kozła ofiarnego? Wiele wskazuje na to, że śledztwo było prowadzone pod tezę, a dowody naginane. Porównując go do Pawła Tuchlina, który działał w pojedynkę i przyznał się do winy bez przymusu, przypadek Marchwickiego wydaje się być mrocznym świadectwem metod działania PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości.
Do dziś historycy spierają się o prawdę. W 1998 roku nakręcono film dokumentalny “Jestem mordercą”, który rzucił nowe światło na manipulacje w śledztwie, sugerując niewinność Marchwickiego lub przynajmniej rażące błędy procesowe.