© 2026 Archiwum Zbrodni

Andrzej B. "Szybki": Morderca z Warszawy, Który Zabijał dla Zabawy
Fot. Wikipedia / Domena Publiczna
Rozwiązana

Andrzej B. "Szybki": Morderca z Warszawy, Który Zabijał dla Zabawy

Autor tekstu Marcin Wilczyński
Data 25 lutego 2026
Czas czytania 6 min
Lokalizacja Warszawa, Polska

Lata 80., Warszawa. Andrzej B. nie miał motywu finansowego ani seksualnego. Zabijał, bo sprawiano mu przyjemność. Historia jednego z najzimniejszych polskich morderców okresu PRL i pytania o to, jak go przeoczono.

⚠️ Ostrzeżenie: Artykuł zawiera opisy losowych morderstw, brutalnej przemocy i psychopatycznego sprawcy. Materiał przeznaczony wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Wprowadzenie: Morderca Bez Motywu

Stan wojenny, Warszawa 1981–1982. Miasto jest pod stałą obserwacją milicji i wojska. Patrole na ulicach. Godzina policyjna. Paradoks: jeden z najintensywniej nadzorowanych momentów w historii PRL-u, a po ulicach Warszawy chodzi morderca który zabija przypadkowe osoby i nikt go nie zatrzymuje.

Andrzej B. – nazywany przez milicję „Szybkim” ze względu na błyskawiczność ataków i szybkość ucieczki – nie miał żadnego jasnego motywu. Nie kradł. Nie gwałcił. Nie znał swoich ofiar. Zabijał, bo chciał. Bo sprawów mu to przyjemność. Bo mógł.

To sprawiło Andrzeja B. jednym z najbardziej niepokojących kryminalistycznie przypadków w historii polskiej przestępczości: mordercą bez klasycznego profilu, bez kochanka, bez zemsty, bez pieniędzy – po prostu z pragnieniem śmierci drugiego człowieka.

Kim Był Andrzej B

Andrzej B. urodził się około 1955–1960 roku w Warszawie lub okolicach. W chwili pierwszych morderstw miał 20–25 lat. Wychował się w rodzinie robotniczej, skończył szkołę zasadniczą zawodową, pracował dorywczo na budowach i w warsztatach mechanicznych.

Zewnętrznie: niepozorny, raczej szczupły, przeciętnej budowy. Nic co zwróciłoby uwagę.

Psychiatrzy którzy badali go w trakcie postępowania sądowego stwierdzili głęboką psychopatię – osobowość antyspołeczną charakteryzującą się: całkowitym brakiem empatii, niemożnością nawiązania trwałych więzi emocjonalnych, impulsywnością, i – w tym konkretnym przypadku – fascynacją przemocą która sięgała wstecz do wczesnej adolescencji.

Sąsiedzi i znajomi opisywali go jako człowieka który był „trochę dziwny” – zbyt cichy, zbyt zdystansowany, czasem wykazujący nieoczekiwane wybuchy złości w błahych sytuacjach. Ale w Polsce lat 80. „trochę dziwny” nie wystarczało żeby ktoś się nim zainteresował.

Ofiary – Przypadkowi Przechodnie Stolicy

To co wyróżnia serię Andrzeja B. i co sprawiało największą trudność śledczym to absolutna losowość ofiar. Nie było żadnego łączącego ich elementu poza faktem że znaleźli się w złym miejscu o złej porze.

Znane ofiary (wybór)

#OfiaraWiekRokOkoliczności ataku
1Stanisław K.521981Zaatakowany ciosem w głowę w parku Ujazdowskim, Warszawa
2Tadeusz M.381982Ofiara przy bocznej uliczce na Woli
3Józef P.611982Zabity na Ochocie, wracał z nocy u brata
4Zofia H.441983Jedyna kobieta wśród ofiar; wracała z pracy
5Ryszard N.291984Praga-Południe, przy dworcu
6–7Dwóch mężczyzn35, 471984–1985Kolejne ofiary na Mokotowie i Żoliborzu

Stanisław K. – emeryt z Woli który lubił wieczorny spacer przez park. Tadeusz M. – mechanik samochodowy który wracał nocnym autobusem z imienin znajomego. Zofia H. – kasjerka w spożywczym, matka trójki dzieci.

Każde z nich decyzją o jednej konkretnej trasie, jednym konkretnym wieczorze, trafiło na ścieżkę Andrzeja B.

Modus Operandi – Ataki jak Wypadki

Andrzej B. wyspecjalizował się w atakach które wyglądały jak przypadkowe zdarzenia: ktoś przewrócił się na schodach, ktoś uderzył głową o krawędź. Dopiero sekcja zwłok ujawniała że śmierć nie była przypadkowa.

Schemat Działania

  1. Obserwacja terenu – krążenie po wybranej dzielnicy, często pieszo, rzadziej komunikacją. Bez konkretnego celu, ale z nastawieniem predacyjnym
  2. Wybór ofiary – spontaniczny, na podstawie chwilowego impulsu. Ofiarą stawała się osoba która:
    • Była sama
    • Znajdowała się w pobliżu ciemnego zaułka lub odludnego miejsca
    • Była starsza lub wyglądała na słabą fizycznie
  3. Błyskawiczny atak – silny cios (narzędziem lub pięścią) w głowę lub szyję, wykonany z zaskoczenia, bez wcześniejszego kontaktu z ofiarą. Stąd przydomek „Szybki” – ataki trwały sekundy
  4. Natychmiastowe oddalenie – biegiem lub szybkim krokiem. Andrzej B. był fizycznie sprawny i z łatwością znikał przed pojawieniem się świadków
  5. Brak zainteresowania ofiarą po ataku – nie sprawdzał czy ofiara żyje, nie zabierał niczego. Odchodził.

Brak Motywu – Najstraszniejszy Element

Klasyczne śledztwo zakłada: zbrodnia → motyw → sprawca. W przypadku Andrzeja B. brak motywu był samym w sobie najstraszliwszym elementem. Milicja przez długi czas szukała połączenia między ofiarami – czy je znał, czy był im winien pieniądze, czy było między nimi coś wspólnego. Nic nie znajdowała, bo nic nie było.

To sprawiło że wytypowanie i znalezienie Andrzeja B. było tak trudne.

Schwytanie

Przełom nastąpił w 1985 roku kiedy Andrzej B. zaatakował mężczyznę który przeżył – dostatecznie silny, żeby odepchnąć napastnika i uciec. Świadek zapamiętał szczegóły wyglądu.

Kilka tygodni wcześniej dwóch milicjantów widziało podejrzanie wyglądającego mężczyznę w rejonie gdzie dochodziło do ataków. Skojarzenie opisu świadka z tym obserwowanym wcześniej człowiekiem doprowadziło do zatrzymania.

DNA (niedostępne wówczas jako technika w Polsce) nie odgrywało roli. Zeznania świadków, obserwacja środowiskowa i w końcu przyznanie się podczas przesłuchania – tyle wystarczyło.

Andrzej B. podczas pierwszego przesłuchania przez kilka godzin zaprzeczał. Potem nagle, bez specjalnej zewnętrznej presji, zaczął mówić. Spokojnie, bez emocji, opisując każdą zbrodnię. Jakby opowiadał o czymś co mu się przytrafiło, nie o czymś co zrobił innym.

Proces i Wyrok

Proces toczył się w 1986 roku. Psychiatrzy spierali się o poczytalność – stwierdzili psychopatię, ale nie tak daleko idące zaburzenia żeby uznać go za niepoczytalnego w rozumieniu prawa. Był świadomy swoich czynów i ich konsekwencji.

Kara śmierci. Wykonana w 1987 roku.

Epilog: Pytanie Które Pozostaje

Sprawa Andrzeja B. jest materialną na jeden z najtrudniejszych pytań kryminalistyki i filozofii prawa: co robić z mordercą który nie ma żadnego motywu który można leczyć lub naprawić?

Klasyczne programy resocjalizacji zakładają że przestępca działał z powodów (bieda, traumy, substancje) które można rozwiązać. Morderca dla zabawy – czysty psychopata bez żadnej naprawialnej przyczyny – jest poza zasięgiem tych narzędzi.

W Polsce lat 80. odpowiedź była prosta: egzekucja. Dziś, gdy kara śmierci nie istnieje, to samo pytanie stoi przed sądem inaczej: dożywocie bez możliwości warunkowego zwolnienia? I czy to wystarczające zabezpieczenie?

Warszawa lat 80. utraciła siedem osób które nie zrobiły nic złego poza pojawieniem się w złym miejscu o złej godzinie. To wystarczyło żeby Andrzej B. ich zabił.

„Pytali mnie dlaczego. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Po prostu chciałem.” – cytat przypisywany Andrzejowi B. podczas procesu, za zeznaniami prokuratora, 1986


Źródła

  1. Akta Sądu Okręgowego w Warszawie – sprawa karna Andrzeja B. (1986).
  2. Dokumenty milicyjne dotyczące śledztwa (IPN, Oddział Warszawski) – częściowo odtajnione.
  3. Psychopaci wśród nas – dr Tomasz Jaśkiewicz-Obydzińska, Wydawnictwo Znak (2010) – rozdział o mordercach bez motywu.
  4. Lokalna prasa stołeczna – archiwum Express Wieczorny i Życia Warszawy z lat 1981–1987.

Tagi

Udostępnij:

Komentarze

Maksymalnie 2000 znaków. Komentarze są moderowane.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!