ZŁY

Bogdan Arnold: Władca Much

2025-06-25 2 MIN CZYTANIA zly.com.pl

"Mieszkanie w Katowicach, które zamieniło się w masowy grób. Sąsiedzi myśleli, że ten smród to 'awaria rur'."

Bogdan Arnold: Władca Much

Wiosna 1967 roku. Katowice, ulica Dąbrowskiego 14, ścisłe centrum miasta. W kamienicy panuje smród. Nieprzyjemny, słodkawy odór, który wdziera się do mieszkań sąsiadów. Do tego muchy. Setki, tysiące much, tłustych i leniwych, które wydobywają się z wentylacji mieszkania numer 7. Lokatorzy skarżą się administracji, ale Bogdan Arnold, elektryk zajmujący lokal, tłumaczy, że robi eksperymenty chemiczne albo że “psu, co zdechł, pękł brzuch”.

Dom Śmierci

Kiedy milicja w końcu weszła do środka (Arnold uciekł wcześniej przez okno), widok był jak z horroru. W mieszkaniu panował niewyobrażalny bałagan. Butelki po wódce, resztki jedzenia, brudne ubrania. A pośród tego – trzy ciała kobiet w zaawansowanym rozkładzie. Czwarte ciało, a raczej jego fragmenty, znaleziono w szafie i pod łóżkiem. Arnold mieszkał ze swoimi ofiarami przez wiele tygodni. Posypywał je chlorem, polewał środkami chemicznymi, by zabić zapach.

Jego historia przypomina nieco sprawę Jeffreya Dahmera i Johna Wayne’a Gacy’ego – morderców, którzy również żyli ze swoimi ofiarami pod jednym dachem, tworząc prywatne cmentarze.

Nienawiść i Alkohol

Bogdan Arnold był trzykrotnie żonaty, za każdym razem małżeństwo kończyło się klęską i zdradami żon. To zrodziło w nim patologiczną nienawiść do kobiet. Swoje ofiary wybierał w barach – szukał kobiet, które za alkohol pójdą z nim do domu. Często były to prostytutki lub kobiety z marginesu.

W domu dochodziło do libacji, a potem do kłótni. Arnold wpadał w szał. Zabijał młotkiem, nożem, gołymi rękami. Po zbrodni nie wiedział, co zrobić z ciałem, więc… zostawiał je. I pił dalej.

Śledztwo i Kara

Arnold ukrywał się na hałdach i w fabrykach przez tydzień. Został rozpoznany i zatrzymany. W śledztwie przyznał się do wszystkiego. Opowiedział też o próbie otrucia swojej trzeciej żony (dosypał jej rtęci do jedzenia), co pokazuje skalę jego nienawiści.

Proces był szybki. Arnold nie prosił o łaskę. “Ja sam siebie nienawidzę” – mówił. Biegli nie stwierdzili choroby psychicznej, jedynie psychopatię i alkoholizm. Został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w grudniu 1968 roku.

Sprawa Arnolda często ginie w cieniu działającego w tym samym czasie na Śląsku Zdzisława Marchwickiego (“Wampira z Zagłębia”). Początkowo nawet milicja myślała, że te sprawy są połączone. Jednak Arnold był “samotnym wilkiem”, a jego zbrodnie były wynikiem impulsu, alkoholu i mizoginii, a nie zaplanowanego polowania.

Podobne Sprawy