Ted Bundy: Urok Szatana
"Inteligentny, przystojny i śmiertelnie niebezpieczny. Historia człowieka, który oszukał cały system i zabił 30 kobiet."
Ameryka lat 70. Przystojny student prawa, wolontariusz w telefonie zaufania, wschodząca gwiazda Partii Republikańskiej. Theodore Robert Bundy był marzeniem każdej teściowej. Nikt nie przypuszczał, że ten czarujący mężczyzna jest jednym z najokrutniejszych seryjnych morderców w historii, który zmieni definicję zła na zawsze. Odchodząc od stereotypu samotnego dziwaka (jak Paweł Tuchlin), Bundy pokazał, że potwór może mieć twarz gwiazdy filmowej.
Maska Normalności
Bundy był mistrzem manipulacji. Wykorzystywał swój urok osobisty i empatię ofiar. Jego modus operandi był perfidny w swojej prostocie: udawał niepełnosprawnego lub rannego. Nosił gips na ręce lub nodze, chodził o kulach. Prosił młode, atrakcyjne kobiety (zazwyczaj studentki z długimi włosami z przedziałkiem pośrodku) o pomoc w przeniesieniu książek czy zakupów do swojego Volkswagena Garbusa.
Gdy ofiara nachylała się, by włożyć rzeczy do auta, Bundy uderzał – zazwyczaj łomem. Brutalnie i celnie. Potem wiązał nieprzytomną kobietę i wywoził ją w ustronne miejsce. Tam dochodziło do gwałtów i morderstw. Ale dla Bundy’ego śmierć ofiary nie była końcem.
Nekrofilia i Trofea
Bundy przyznał się do powracania na miejsca zbrodni (często były to leśne zbocza), by uprawiać seks z rozkładającymi się zwłokami. Robił to dopóty, dopóki dzikie zwierzęta lub procesy gnilne nie zniszczyły ciał. Niektórym ofiarom odcinał głowy, które zabierał do domu. Traktował je jak trofea, pamiątki po “dobrze wykonanej robocie”.
Działał na terenie wielu stanów: Waszyngton, Utah, Kolorado, Floryda. Jego mobilność i inteligencja pozwalały mu wymykać się policji przez lata. Kiedy w końcu wpadł w Utah (przez rutynową kontrolę drogową – znaleziono u niego zestaw włamywacza: łom, maskę, kajdanki), nikt nie wierzył, że ten sympatyczny chłopak to bestia.
Ucieczki z Więzienia
Bundy to nie tylko morderca, to też mistrz ucieczek. Dwukrotnie zbiegł z aresztu w Kolorado. Raz wyskoczył z okna biblioteki sądowej podczas przerwy w przesłuchaniu (bronił się sam, więc miał dostęp do biblioteki). Ukrywał się w górach przez tydzień.
Druga ucieczka była bardziej spektakularna. Schudł kilkanaście kilogramów, by przecisnąć się przez otwór w suficie celi, który sam wyciął. Uciekł na Florydę, gdzie w styczniu 1978 roku dokonał swojej ostatniej, wściekłej rzezi w akademiku Chi Omega, zabijając dwie studentki i ciężko raniąc dwie kolejne. Tej samej nocy włamał się do innego domu i brutalnie pobił 12-latkę (która cudem przeżyła).
”Jesteśmy synami Kaina”
Proces na Florydzie był pierwszym w historii transmitowanym przez telewizję. Bundy delektował się uwagą mediów. Sam siebie reprezentował, przesłuchiwał świadków, żartował z sędzią. Oświadczył się nawet (skutecznie!) Carole Ann Boone, która była świadkiem obrony, wykorzystując lukę w prawie Florydy.
Dowody były jednak niepodważalne – kluczowym okazał się ślad uzębienia, który Bundy zostawił na pośladku Lisy Levy, jednej z ofiar z Chi Omega. Odlew jego szczęki idealnie pasował do śladu.
Został skazany na śmierć na krześle elektrycznym. Spędził w celi śmierci 10 lat, próbując handlować informacjami o innych ciałach w zamian za przedłużenie życia. W wywiadach zrzucał winę na pornografię i “ciemną siłę”, która nim kierowała.
24 stycznia 1989 roku “Old Sparky” zakończył jego życie. Tysiące ludzi świętowało przed więzieniem, puszczając fajerwerki i sprzedając koszulki z napisem “Burn Bundy Burn”. Jego przypadek, podobnie jak polskiego Władysława Mazurkiewicza, pokazuje, że zło potrafi doskonale się maskować i wykorzystywać luki w systemie oraz ludzką naiwność.