Większość seryjnych morderców to outsiderzy, ludzie z marginesu, dziwacy, których sąsiedzi instynktownie unikają. Dennis Rader był inny. W swoim miasteczku w Kansas był filarem społeczności. Mąż, ojciec dwójki dzieci, drużynowy skautów (Cub Scouts), a w końcu przewodniczący rady parafialnej w lokalnym Kościele Luterańskim. Był pedantycznym urzędnikiem miejskim, który z gorliwością mierzył wysokość trawników sąsiadów.
Nikt nie przypuszczał, że ten nieco irytujący, ale “porządny” obywatel, nocami zamienia się w potwora, który nadał sobie przerażający pseudonim: BTK.
BTK – czyli Bind, Torture, Kill (Wiązać, Torturować, Zabijać). Te trzy słowa stały się jego wizytówką, metodą działania i obsesją, która terroryzowała miasto Wichita przez ponad trzy dekady.
Rodzina Otero: Początek Koszmaru
15 stycznia 1974 roku. Rader, wówczas pracownik firmy montującej alarmy (co za ironia), włamał się do domu rodziny Otero. Jego celem była matka, Julie, i jej córka. Jednak w domu zastał całą rodzinę. To go nie powstrzymało. Z zimną krwią, terroryzując ich bronią, zmusił 38-letniego Josepha Otero, by ten sam związał swoją żonę i dzieci.
Następnie Rader zamordował ich wszystkich. Josepha i Julie udusił. 9-letniego Josepha Jr. również udusił, zakładając mu torbę na głowę. 11-letnią Josephine powiesił na rurze w piwnicy. Była to rzeź, która wstrząsnęła sennym Wichita. Rader zabrał z domu zegarek i radio, ale najważniejszym trofeum było dla niego poczucie absolutnej władzy. Wtedy też uświadomił sobie, że samo zabijanie daje mu satysfakcję seksualną.
”Projekty” i Modus Operandi
Rader traktował swoje zbrodnie jak operacje szpiegowskie lub militarne. Ofiary nazywał “projektami” (Projects). Śledził je miesiącami. Znał ich rozkład dnia, wiedział, kiedy są same. Nosił ze sobą “hit kit” – teczkę, w której miał pistolet, sznury, taśmę klejącą i kajdanki.
Jego metoda była brutalna, ale metodyczna. Najpierw obezwładniał ofiarę, często pod pretekstem (np. udając zbiegłego przestępcę, który potrzebuje tylko samochodu i jedzenia), by uspokoić sytuację i zyskać posłuch. Dopiero gdy ofiara była związana i bezbronna, ujawniał swoje prawdziwe intencje. Czerpał sadystyczną przyjemność z “gry wstępnej” – powolnego duszenia, doprowadzania ofiary na skraj przytomności i przywracania jej, by przedłużyć agonię.
W latach 1974–1977 zamordował jeszcze trzy kobiety: Kathryn Bright, Shirley Vian i Nancy Fox. Po zabójstwie Nancy Fox, zadzwonił na policję z budki telefonicznej, by zgłosić morderstwo, chłodno podając adres.
Listy do Mediów: Głód Sławy
Rader nie chciał być anonimowym mordercą. Chciał, by świat wiedział, kim jest (a przynajmniej, by znał jego pseudonim). Pisał listy do lokalnych gazet i stacji telewizyjnych. W pierwszym liście, znalezionym w książce w bibliotece publicznej (do której zadzwonił), przyznał się do zabójstwa rodziny Otero, podając szczegóły znane tylko policji. To tam po raz pierwszy użył skrótu BTK.
W listach używał bełkotliwego, pretensjonalnego języka, narzekając na “czynnik X” – mroczną siłę, która zmusza go do zabijania. Pisał wiersze o swoich ofiarach (“Oh! Death to Nancy”). Żądał uwagi. Gdy media milczały, wpadał w szał.
Cisza i Uśpienie
Po 1991 roku, kiedy zamordował swoją ostatnią (dziesiątą) ofiarę, Dolores Davis, BTK zamilkł. Rader zajął się życiem rodzinnym, pracą i działalnością w kościele. Czy przestał chcieć zabijać? Eksperci twierdzą, że nie. Po prostu znalazł inne ujście dla swoich fantazji. Zaczął uprawiać “autoerotyczne uduszenia”, przebierając się w ubrania swoich ofiar (które zachował jako trofea) i robiąc sobie zdjęcia w pozach, w jakich je zostawiał.
Śledczy nazywają ten okres “uśpieniem”, choć w umyśle Radera film zbrodni toczył się nieustannie.
Powrót i Wielki Błąd
W 2004 roku, w 30. rocznicę pierwszego morderstwa, lokalna gazeta “The Wichita Eagle” opublikowała artykuł o nierozwiązanej sprawie BTK. Sugerowano w nim, że morderca prawdopodobnie nie żyje lub siedzi w więzieniu. Dla narcyza takiego jak Rader było to nie do zniesienia. Nie mógł pozwolić, by świat o nim zapomniał.
Zaczął znów pisać. Podrzucał paczki z dowodami: prawem jazdy Nancy Fox, lalkami upozorowanymi na ofiary, naszkicowanymi planami “projektów”. Policja podjęła grę, komunikując się z nim przez ogłoszenia w gazecie.
Wtedy Rader popełnił błąd, który przeszedł do historii kryminalistyki jako przykład technologicznej ignorancji. W jednym z listów zapytał policję: “Czy jeśli wyślę wam dyskietkę, będziecie mogli mnie namierzyć?”. Policja odpowiedziała przez ogłoszenie: “Rex, wszystko w porządku. To bezpieczne”.
Rader uwierzył. 16 lutego 2005 roku wysłał do stacji telewizyjnej fioletową dyskietkę 1.44 MB. Informatycy policyjni natychmiast odzyskali z niej usunięty plik Worda. W metadanych pliku widniało: “Modified by: Dennis” oraz nazwa instytucji: “Christ Lutheran Church”.
Wystarczyło proste wyszukanie w Google: “Dennis Lutheran Church Wichita”. Wynik: Dennis Rader, przewodniczący rady parafialnej.
Przesłuchanie i Sąd: Banalność Zła
Aresztowano go 25 lutego 2005 roku. Rader był w szoku. Podczas przesłuchania zapytał detektywa z autentycznym wyrzutem: “Ale dlaczego mnie okłamaliście z tą dyskietką? Mówiliście, że to bezpieczne!”.
W sądzie zachowywał się w sposób, który zszokował opinię publiczną. Nie okazywał skruchy, żalu czy wstydu. Przeciwnie – z dumą i pedantyczną dokładnością opisywał szczegóły morderstw, jakby składał raport z wykonania zadania służbowego. Opowiadał o “węzłach”, o “ilości czasu”, o “logistyce”, używając korporacyjnego żargonu. W jego oczach ofiary nie były ludźmi, a jedynie rekwizytami w jego fantazji.
Został skazany na 10 pociągleń dożywocia (175 lat więzienia). W Kansas nie obowiązywała kara śmierci w czasie, gdy popełniał swoje zbrodnie.
Dziedzictwo BTK
Dennis Rader przebywa w El Dorado Correctional Facility w izolacji (dla własnego bezpieczeństwa). Jego rodzina wyparła się go. Żona, Paula, otrzymała rozwód w trybie natychmiastowym. Córka, Kerri Rawson, napisała książkę, próbując zrozumieć, jak jej kochający ojciec mógł być przez całe jej życie potworem.
Przypadek BTK jest przerażającym dowodem na to, że zło nie zawsze ma twarz szaleńca. Czasem ma twarz uprzejmego sąsiada, który w niedzielę zbiera datki w kościele, a w poniedziałek planuje, jakiego węzła użyć na swojej kolejnej ofierze.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!