© 2026 Archiwum Zbrodni

Charles Cullen: Anioł Śmierci z New Jersey
Fot. Wikipedia / Domena Publiczna
Rozwiązana

Charles Cullen: Anioł Śmierci z New Jersey

Autor tekstu Marcin Wilczyński
Data 26 maja 2026
Czas czytania 7 min
Lokalizacja New Jersey, USA

Pielęgniarz, który zabijał pacjentów lekami na serce przez 16 lat. Przyznał się do 29-40 morderstw, ale podejrzewa się, że mogło być ich znacznie więcej.

🔊 Posłuchaj: Charles Cullen: Anioł Śmierci z New Jersey

Wersja audio artykułu wygenerowana przez AI

⚠️ Ostrzeżenie: Artykuł zawiera opisy przemocy. Materiał przeznaczony wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Cisza nocnej zmiany w szpitalu Somerset Medical Center w stanie New Jersey została przerwana przez alarm monitora serca.

19 grudnia 2003 roku pielęgniarz Charles Cullen stanął nad łóżkiem umierającego pacjenta, wstrzykując mu substancję, która w kilka chwil zamieniła sen w wieczny spokój.

Nikt tej nocy nie przypuszczał, że mężczyzna w białym fartuchu, który przez lata budził zaufanie kolegów i wdzięczność rodzin, jest w rzeczywistości jednym z najbardziej płodnych seryjnych morderców w historii Stanów Zjednoczonych.

Człowiekiem, który w cieniu szpitalnych korytarzy odebrał życie być może setkom bezbronnych ludzi.

Jego historia to nie tylko opis jednego zabójcy, lecz także przerażające świadectwo systemowej porażki instytucji, które miały ratować życie.

Kim był Charles Cullen?

Charles Edmund Cullen urodził się 22 lutego 1960 roku w West Orange w stanie New Jersey.

Jego dzieciństwo naznaczone było tragedią, która zaważyła na całym jego życiu: gdy miał zaledwie siedem miesięcy, jego matka zginęła w wypadku samochodowym.

Dla niemowlęcia strata matki, której nawet nie zdążył poznać, stała się traumą o nieznanych głębiach — pustka, która nigdy całkowicie nie zagoiła się w jego duszy.

Psycholodzy wskazują, że wczesna utrata opiekunki może prowadzić do zaburzeń przywiązania, braku empatii i skłonności do agresji w późniejszym życiu.

Cullen dorastał w rodzinie irlandzkich katolików wraz z ośmiorgiem rodzeństwa.

Jego ojciec, złamany żalem po śmierci żony, zmarł, gdy Charles miał szesnaście lat.

Wtedy właśnie nastolatek po raz pierwszy próbował popełnić samobójstwo, zażywając silne leki.

To był początek długiej serii prób zagłady własnej, które rozciągnęły się na całe jego życie — jakby Cullen szukał śmierci nie tylko dla siebie, ale i dla innych.

Próbował ją sobie zadać ponad dwadzieścia razy, zawsze jednak wychodząc z tego żywy.

Po ukończeniu szkoły średniej Cullen wstąpił do Maryknoll Seminary, lecz szybko porzucił drogę kapłańską.

Ostatecznie zdecydował się na pielęgniarstwo — zawód, który z pozoru miał służyć ratowaniu życia, a który stał się narzędziem jego zagłady.

Wybór ten wydaje się dziś szczególnie ironiczny: człowiek, który nie potrafił uratować siebie przed samozniszczeniem, miał decydować o życiu i śmierci innych.

Droga do zawodu, który stał się bronią

W 1987 roku Charles Cullen ukończył Mountainside Hospital School of Nursing w Montclair i uzyskał uprawnienia pielęgniarza.

Jego pierwsza praca w szpitalu Saint Barnabas Medical Center w Livingston rozpoczęła się w tym samym roku.

I to właśnie tam, według późniejszych przyznań, popełnił swoje pierwsze morderstwo.

Podawał pacjentom leki, które miały „pomóc”, a w rzeczywistości przybliżały ich do śmierci.

Pierwsza ofiara była, jak twierdził, człowiekiem cierpiącym, którego „wyzwolił z bólu”.

Przez kolejne szesnaście lat Cullen pracował w dziewięciu różnych szpitalach w stanach New Jersey i Pennsylvania.

Przenosił się z miejsca na miejsce, zostawiając za sobą ślad nie wyjaśnionych zgonów, które szpitale albo ignorowały, albo — co gorsza — starannie ukrywały.

Zamiast zgłaszać podejrzenia do władz, administratorzy placówek często oferowali Cullenowi „dobrowolne odejście”, by uniknąć skandalu i pozwów sądowych.

Ta praktyka, znana jako „przekazywanie problemu”, pozwoliła mu na kontynuowanie zbrodni przez blisko dwie dekady.

Lista placówek, w których pracował:

  • Saint Barnabas Medical Center (Livingston, NJ) — pierwsze morderstwa
  • Warren Hospital (Phillipsburg, NJ)
  • Hunterdon Medical Center (Flemington, NJ)
  • Morristown Memorial Hospital (Morristown, NJ)
  • Somerset Medical Center (Somerville, NJ) — tutaj został w końcu zatrzymany
  • oraz kilka innych placówek w New Jersey i Pennsylvania

W każdym z tych miejsc ginęli pacjenci w tajemniczych okolicznościach, a Cullen zawsze znajdował się na dyżurze, gdy dochodziło do tragedii.

Modus operandi: Śmierć w białym fartuchu

Charles Cullen nie wybierał ofiar według konkretnego schematu.

Zabijał zarówno młodych, jak i starych, mężczyzn i kobiety, pacjentów z różnymi schorzeniami.

Jego metoda była jednak zawsze ta sama: wykorzystywał swoją wiedzę farmakologiczną, by zabijać substancjami, które pozostawały niewykrywalne lub trudne do wykrycia w zwłokach.

Głównym narzędziem zbrodni była digoksyna — lek stosowany w leczeniu chorób serca, który w dużych dawkach powoduje zatrzymanie akcji serca.

Cullen podawał ją pacjentom w nadmiarze, powodując śmierć, która z pozoru wyglądała na naturalne powikłanie choroby podstawowej.

Inną używaną przez niego substancją była insulina — przyjmowana w nadmiernych ilościach prowadziła do śmiertelnego obniżenia poziomu cukru we krwi.

Jej obecność była trudna do wykrycia, jeśli nie przeprowadzono specjalistycznych badań toksykologicznych.

„Zabijałem tych, których uważałem za cierpiących. Chciałem im pomóc.” — twierdził później Cullen przed śledczymi.

Jednak kryminolodzy i śledczy podważali tę wersję.

Wiele z jego ofiar wcale nie było w terminalnym stadium choroby.

Niektórzy pacjenci wręcz wyzdrowieliby, gdyby nie jego interwencja.

Cullen czerpał przyjemność z władzy nad życiem i śmiercią — z faktu, że to on decydował, kto przeżyje nocną zmianę, a kto nie.

To klasyczny przypadek tzw. anioła śmierci (ang. angel of death), gdzie sprawca zabija pod pozorem troski o pacjenta.

Ciemna statystyka: Ile ofiar?

Liczba ofiar Charlesa Cullena do dziś pozostaje przedmiotem gorących sporów.

Oficjalnie przyznał się do 29 morderstw, lecz eksperci są zgodni, że rzeczywista liczba jest znacznie wyższa.

Niekiedy podawane są szacunki mówiące o 40, a nawet 400 ofiarach.

Sam Cullen przyznawał, że „nie pamięta dokładnie wszystkich”.

W czasie śledztwa przeanalizowano setki kart zdrowia pacjentów, którzy zmarli w szpitalach, gdzie pracował Cullen.

Wiele zgonów wzbudzało uzasadnione podejrzenia, jednak brak wystarczających dowodów uniemożliwił postawienie wszystkich zarzutów.

Szpitale przez lata ignorowały sygnały ostrzegawcze — farmaceuci zauważali nieprawidłowe wycofywanie leków z magazynu, pielęgniarki dziwiły się nagłym zgonom, a jednak nikt nie powiadomił policji.

Psychologowie sądni zwracają uwagę na to, że skala zbrodni Cullena może być większa niż u takich seryjnych morderców jak Jeffrey Dahmer czy John Wayne Gacy.

Cullen działał nieprzerwanie przez szesnaście lat, mając dostęp do setek potencjalnych ofiar w warunkach całkowitej poufności.

Śledztwo, które zmieniło wszystko

Przełom w sprawie nastąpił w 2003 roku, gdy w Somerset Medical Center zaczęto notować niepokojący wzrost liczby zgonów na oddziale intensywnej terapii.

Szpital w końcu — po latach milczenia innych placówek — powiadomił władze.

Śledczy przejrzeli zapisy z systemu dystrybucji leków i odkryli, że Cullen wielokrotnie wycofywał z magazynu digoksynę, choć jego pacjenci nie mieli przepisanych tego leku.

15 grudnia 2003 roku Charles Cullen został zatrzymany.

Początkowo zaprzeczał wszystkiemu, lecz gdy prokuratorzy przedstawili mu górę dowodów, zaczął przyznawać się do morderstw.

Jego przesłuchania trwały tygodnie — każdego dnia ujawniał nowe szczegóły, nowe ofiary, nowe szpitale.

Było to jedno z najdłuższych przesłuchań w historii amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości.

Podczas przesłuchań Cullen opisywał zbrodnie z zimną kalkulacją, czasem z łzami w oczach, innym razem z obojętnością budzącą przerażenie.

Proces i wyrok

W 2004 roku Charles Cullen stanął przed sądem.

Aby uniknąć kary śmierci, zgodził się na pełną współpracę ze śledczymi i szczegółowe opisanie swoich zbrodni.

Ta ugoda pozwoliła rodzinom ofiar poznać prawdę o śmierci bliskich, choć dla wielu zamknięcie to było tylko częściowe — wiele pytań pozostało bez odpowiedzi.

Sąd skazał go na osiemnaście kolejnych wyroków dożywocia bez możliwości zwolnienia warunkowego.

Łączny czas kary wyrażony w latach sięgał tysięcy, co miało głównie symboliczne znaczenie.

Cullen trafił do zakładu karnego w New Jersey, gdzie odsiaduje wyrok do dziś.

W więzieniu podjął pracę jako pielęgniarz — zawód, który wykonywał również za kratkami, co wywołało kontrowersje w mediach.

„To nie był anioł śmierci. To był morderca, który ukrywał się za fasadą białego fartucha.” — komentował jeden ze śledczych po zakończeniu procesu.

Systemowa porażka: Cena milczenia

Historia Charlesa Cullena to nie tylko opis jednego człowieka i jego zbrodni.

To przerażające świadectwo systemowej porażki amerykańskiej ochrony zdrowia.

Szpitale przez lata wiedziały lub przynajmniej podejrzewały, że coś jest nie tak, ale chroniły własną reputację kosztem ludzkiego życia.

Gdyby którykolwiek z pracodawców Cullena powiadomił władze po pierwszych sygnałach, setki osób mogłoby przeżyć.

Przypadek Cullena ujawnił lukę w prawie — brak obowiązku zgłaszania podejrzeń o złe traktowanie pacjentów przez pracowników medycznych.

Dopiero po jego aresztowaniu wiele stanów wprowadziło nowe przepisy wymuszające raportowanie podejrzanych zgonów i nieprawidłowości w dostępie do leków.

Zmiany te, choć spóźnione, miały zapobiec podobnym tragediom w przyszłości.

Epilog: Anioł czy demon?

W kontekście innych „aniołów śmierci”, takich jak HH Holmes, który również wykorzystywał zaufanie do instytucji, czy Ted Bundy, który zwodził ofiary swoim urokiem osobistym, Charles Cullen wyróżnia się przerażającą skalą działalności.

Przez szesnaście lat ukrywał się w najlepszym możliwym miejscu — wśród ludzi, których zadaniem było ratowanie życia.

Jego historia jest ponurym przypomnieniem, że czasem największe zło nosi maskę dobra.

Że zaufanie, jakim obdarzamy personel medyczny, może być wykorzystane przeciwko najsłabszym z nas.

I że system, który miałby chronić pacjentów, często chroni przede wszystkim siebie.

Charles Cullen — czy był aniołem śmierci wyzwalającym cierpiących, czy zwykłym mordercą czerpiącym przyjemność z władzy nad życiem i śmiercią — pozostanie w annałach kryminalistyki jako jeden z najbardziej tajemniczych i przerażających seryjnych zabójców w historii.

Tagi

Udostępnij:

Komentarze

Zaloguj się przez Facebook, aby dodać komentarz. Twoje komentarze są moderowane.